Różnica wieku w związku, ważna czy nie?

Nie zna granic, przebija tamy, pochłania człowieka.
Miłość.

Brzmi patetycznie?
Nie, brzmi prawdziwie.

W gazetach coraz częściej pojawia się temat dużej różnicy wieku w związkach znanych ludzi. Pozytywne i krytykujące komentarze przewijają się pod newsami z plotkarskich gazet.
A jak to wygląda w życiu codziennym?

Napiszę Wam na swoim przykładzie.

Po rozstaniu z mężem postanowiłam sobie, że przynajmniej przez rok pobędę szczęśliwą singielką.
Jak zapewne się domyślacie, nie udało się.
Dlaczego? Dlatego, że nigdy nie wiesz kto stanie na Twojej drodze.

Zupełny przypadek sprawił, że poznałam Pana W.
Z początku traktowałam go jako luźną, czysto przyjacielską znajomość. Spędzaliśmy razem kilka wieczorów w tygodniu.
Słuchaliśmy muzyki, oglądaliśmy filmy, zajadaliśmy się krewetkami pysznie przyrządzonymi przez W. i rozmawialiśmy. Rozmawialiśmy non stop, o wszystkim, bez tematów tabu, bez tematów niezręcznych.
Czuliśmy jakbyśmy znali się od lat i chcieliśmy więcej. Więcej rozmów, więcej czasu, więcej tego czucia bratniej duszy, która uzupełnia Cię w pół słowa, kończy za Ciebie zdanie i przede wszystkim rozumie.

Nigdy w życiu tyle się nie śmiałam, wspólne lekko sarkastyczne, czarne poczucie humoru sprawiało, że notorycznie „wietrzyliśmy zęby”.

Stało się, nadszedł dzień, w którym stwierdziliśmy, że chcemy czegoś więcej, że ciągle nam siebie mało. Zostaliśmy parą.
Jesteśmy razem od ponad roku, po miesiącu zachowywaliśmy się jak stare dobre małżeństwo.

Nigdy wcześniej nie czułam się tak… szczerze.

Nie pomyślałabym nawet o tym żeby biec do łazienki o świcie zrobić niewidzialny makijaż, aby jak tylko On się obudzi, przeciągnąć się delikatnie, bo „dopiero co otworzyłam oczy”.
Nie muszę, bo wiem, że akceptuje mnie taką jaka jestem, nawet jeśli romantyczny poranek kończy się śmiechem z guzików poduszki poodbijanych na mojej twarzy i bardzo kreatywnym układem czupryny na głowie.

Nie muszę w weekend nakładać „paradnych strojów” siedząc w domu gdy wspólnie oglądamy filmy. Weekendowym strojem są moje ukochane wyciągnięte dresy i t-shirt należący wcześniej do W. W natomiast ma swoje ulubione pocięte samodzielnie spodenki i sprany t-shirt z lordem Vaderem na piersi.

Na urodziny zamiast wysublimowanej kolacji dostajemy to, co na prawdę nam się marzy. Ja – owocowe żele pod prysznic i perfumy, W – zdalnie sterowany samochód na akumulator. Ma resory, światła, sięga ponad kostkę i może jeździć po piachu!

Kiedy tylko zaczynamy coś mówić, drugie na koniec kwituje – kurcze właśnie to chciałem/am powiedzieć.
Moja rodzina w W się zakochała, mój brat traktuje go jak najlepszego przyjaciela…

Mieszkamy w wynajętej kawalerce, na większe mieszkanie nas nie stać. My i nasz kot, na razie prawie pełna rodzina :)

Na FB nie wrzucamy setek zdjęć z zagranicznych wyjazdów i wypadów na sushi, nie popijamy wytrawnego wina w eleganckich knajpach i nie mamy setki przyjaciół. Mamy siebie. To dla nas się liczy.

Wakacji nie spędzimy w Grecji, Chinach ani Hiszpanii, pojedziemy na wieś, na którą moja M. postanowiła przeprowadzić się na emeryturze.
Będziemy sączyć piwo i palić grilla, może poleżymy nad jeziorem. I… będzie cudownie, razem i nie pod publikę.
Antypozerscy, stający za sobą przeciw komercji, na którą i tak nie byłoby nas stać.

Ale szczerze? Wolę wieś pod Włodawą od Lizbony, grilla zamiast sushi, i kilku sprawdzonych przyjaciół zamiast lików na FB. Dlaczego? Bo dzięki temu czuje, że żyję na prawdę.

Między nami jest 17 lat różnicy, W. jest starszy :)

Podpisano – Pani Teges

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *