Prawo jazdy dla pasażera

Czy też odnosicie czasem takie wrażenie, że na jazdę komunikacją miejską powinno się mieć prawo jazdy?

Ile razy wkurzało was zachowanie współpasażerów, którzy nie znają podstawowych zasad kultury i życia społecznego?
Spotykamy się z tym codziennie, jadąc do szkoły czy pracy.
O pasażerach komunikacji miejskiej można by napisać książkę.
Ja opiszę wam swój tydzień:

Poniedziałek:
Wstaje zaspany, pierwsza zmiana (sic!). A można się było zamienić.
6:30 poranna toaleta, tak zdecydowanie o jedno piwo za dużo z dnia wczorajszego daje się we znaki dłuższym posiedzeniem w łazience.
Przecieram piach z oczu. Prysznic, szybkie ubranie, wyjście w biegu.
W windzie zaciągam się sztucznym dymem z elektronicznego fajka.
Przystanek, tramwaj, biegiem by zdążyć. 7:10 Pełno ludzi. Wszyscy tłoczą się przy drzwiach. Chwytam się poręczy.

Jakoś dojeżdżam do Dworca Gdańskiego. Metro. Pierwsze odpuszczam bo nie da się wsiąść. Wsiadam do drugiego. Stoję przy samych drzwiach. Następna stacja. Wysiadam żeby inni mogli wysiąść. Za dużo ludzi nie jestem w stanie wsiąść z powrotem. Spóźniam się do pracy.

Wtorek:
Wstaje zaspany, znów ta cholerna pierwsza zmiana. Szybki prysznic, zaciągnięcie się e-papierosem i bieg do tramwaju.
Znów wszyscy tłoczą się przy drzwiach.
Będąca w średnim wieku kobieta na cały głos przez telefon opowiada całe swoje życie. Wszyscy słuchają w zaciekawieniu.
Po wyjściu z tramwaju wiem z kim się spotyka, na jakie choroby cierpi, jakie są jej relacje z przyjaciółmi i znajomymi oraz, że nie odzywa się już do Marzeny.

Metro. Tłum ludzi. Wsiadam, trzymam się poręczy. Następna stacja. Jeszcze większy tłum. Nie mam się czego trzymać. Jestem jak serfer łapiąc balans przy przyśpieszaniu i hamowaniu. Jestem na czas.

Środa:
Druga zmiana. Powinienem się wyspać. Nic z tego.
12:50 zaspałem.
Szybki prysznic i biegiem na tramwaj.
Wchodzę, ludzie tłoczą się na początku wagonu, z tyłu pustka. Smród. Dostrzegam menela. Wytrzymam. Modlę się, abym nie przeszedł jego zapachem. Nie wytrzymałem idę na przód. Znów tłok.
Przypomina mi się złota myśl: „Kiedy menel jedzie tramwajem, to nawet kiedy wysiądzie, tramwaj jedzie menelem”.

Metro, spokój, w końcu! Przymykam oczy. Wrzask! Dziecko drze się na cały pociąg! Nie wytrzymam… Może zaraz wysiądzie, błagam niech wysiądzie.
Wrzask dziecka wbija mi się w mózg, jedzie do końca . Wysiadam wk….y. Wchodzę do pracy. Śmierdzę menelem z tramwaju.

Czwartek:
W końcu wolne! Wstaje późno.
Jadę na obiad do babci. Wsiadam do autobusu. Brak miejsc. Dostrzegam jedno podwójne. Na jednym siedzeniu siedzi starsza pani, na drugim jej bagaż. Syndrom zmęczonych toreb. Fuck!
Na kolejnym przystanku wsiada kobieta z wózkiem. Dziecko ryczy. Wysiadam dwa przystanki wcześniej, wolę spacer niż ból głowy.

Piątek:
Znów pierwsza zmiana. Tym razem wstaje przed czasem.
Pojadę wcześniejszym tramwajem nie będzie tłoku.
Jest tłok. Ludzie kłębią się przy wejściu, w przejściu wagonu w miarę luźno. Wolne miejsce. Młody facet stoi nad tym miejscem trzymając się poręczy. Pewnie jedzie góra jeden przystanek. Mijają trzy, facet ani drgnie. Myślę, usiądź k….a! zrobisz miejsce innym!

Metro. Staję z tyłu, opieram się o ścianę.
Następna stacja, wchodzi facet z rowerem. Ustawia się koło mnie, koło roweru co chwila uderza o moją nogę brudząc spodnie. Na ch…. Ci rower skoro i tak jedziesz metrem! Myślę, ale nie odważę się powiedzieć.
Na kolejnej stacji wsiada kanar. Szukam portfela. Fuck! Został w domu.

Sobota:
Niby wolne, ale wziąłem nadgodziny, trzeba dorobić.
Wstaję rano, prysznic. Po raz kolejny nie ma czasu na śniadanie.
Biegnę na tramwaj. Zwiał. Czekam na następny.
Wsiadam. Apogeum zła, na końcu obściskująca się parka. Po lewo dwóch pijanych ziomków popija piwko, po prawo syndrom zmęczonych toreb, z przodu kobieta z dzieckiem. Dziecko płacze. Kobieta puszcza mu durne dziecięce piosenki z telefonu. Ufff… dziecko przestało płakać.
Pijane ziomki zaczynają się przekrzykiwać. Dzwoni telefon, ziomków zagłusza kobieta rozmawiająca na cały wagon.
Chcę wysiąść z tramwaju, ale nie mogę, bo wchodzą inni pasażerowie. Fuck!!! Najpierw się wypuszcza !!

Schodzę do metra, zderzam się z jakimś facetem….. k…..a m….ć! Chodzi się po prawej stronie!!!

Wchodzę do pociągu. Cisza! Przymykam oczy, przysypiam.
Dźwięk akordeonu. Starszy facet, Rom z wąsem i małe dziecko.
Wszystko rozumiem, ale zmuszać do tego dziecko?
Dziecko chodzi po pasażerach i wyciąga rękę po pieniądze. Wszyscy obojętni. Romowie wysiadają.
Patrzę po innych pasażerach. Jedni śpią, inni wgapieni niczym zombie w telefony, reszta coś czyta. Może to jest sposób? Wyciągam książkę.
Nirwana! Zanurzam się w powieści niczym w morzu, nie słyszę naglę jazgotu, nie zwracam uwagi na innych pasażerów. Główny antagonista ma właśnie zadać ostateczny cios bohaterowi książki …. „Stacja Służew!” K….a jego je…..a…..m…ć! Trzeba wysiadać!

Niedziela:
Wstaje zaspany, pierwsza zmiana (sic!). A można się było zamienić. 6:30 poranna toaleta, tak zdecydowanie za mało snu. Przecieram piach z oczu. Pod prysznicem analizuje cały tydzień.
Dochodzę do jednego słusznego wniosku: Pier…e ! Dziś jadę samochodem!

6 Replies to “Prawo jazdy dla pasażera”

  1. Nie wiem, czego to kwestia – czy te przeszkadzające innym osoby uważają, że są najważniejsze i nie dotyczą ich zasady dobrego zachowania? A może w ogóle nikt ich nie nauczył, jak zachowywać się w autobusie czy metrze 😀
    Ale z drugiej strony czasami powoduje to nawet zabawne historie 😀

  2. I właśnie dlatego tak bardzo doceniam to, że jeżdżę prawie wszędzie samochodem. Choć nie powiem, lubię czasem wsiąść do pociągu, tramwaju czy autobusu. Poobserwować. A potem z ulgą następnego dnia wsiadam do samochodu i cieszę, się że to podróżowanie komunikacją miejską to nie jest moja codzienność 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *