Czy wracają do nas tylko złe rzeczy?

Karma – z sanskrytu „karman”,

nazywana także „pierwszym prawem kosmosu”
oznacza dosłownie: „praca”, „służba”.
W buddyzmie, hinduizmie i religiach dharmicznych jest to przyczyna – rozumiana w sensie prawa przyczyny i skutku. Główna jej idea głosi, że czyny tworzą przyszłe doświadczenia i przez to każdy jest odpowiedzialny za własne życie, cierpienie i szczęście, jakie sprowadza na siebie i innych.

Do nie dawna myślałem, że wracają do nas tylko złe rzeczy.
Wspominając wszystkie swoje życiowe porażki i niepowodzenia, za każdym razem jestem, to w stanie dopasować do jakiegoś wydarzenia z przeszłości. „Ja też tak kiedyś postąpiłem wobec innej osoby”, „zrobiłem coś podobnego komuś” itp.
Myślenie na zasadzie memicznego „instant karma” towarzyszyło mi przez długi czas. Aż pewnego dnia…

Wybrałem się na zakupy do Lidla. Wiedząc, że będą większe wyciągnąłem z kieszeni dwa złote i sięgnąłem po wózek. Chodziłem po kolejnych alejkach sięgając to po chleb, to po pomidora, aż w końcu stanąłem przy dziale z nabiałem, zastanawiając się na co konkretnie mam ochotę. Jako, że podjęcie decyzji czy chcę chudy ser czy półtłusty, jest dla mnie nie lada wyczynem, to stałem jak wryty gapiąc się w półkę z dobre 10 minut.
Nagle z letargu wyrwał mnie starszy Pan.
Siwy, twarz pociągła zmęczona życiem, ubrany jak większość panów po 70-siątce: kamizelka typu rybak, spodnie materiałowe i oczywiście, zniszczony upływem czasu skórzany sikor na lewym nadgarstku.
Widać, że się krępował, a każde wypowiadane słowo sprawiało mu ból, nie fizyczny, ale psychiczny. W końcu wyksztusił z siebie:
– Przepraszam bardzo, czy mógłby mi Pan kupić maślankę?

Facet, nie wyglądał jak tzw. „menel”, od którego zwykle słyszy się teksty w stylu: „Paaanie kierowniku, dałby Pan ze 3 zł na piwko” lub „Paaaanie kierowniku złotówkę brakuje do chleba”, a jak zaproponujesz mu jedzenie, to gotów splunąć na Ciebie jakbyś go śmiertelnie uraził.
Nie, ten facet był normalny, widać było po nim jak ciężko mu przychodzi prosić kogoś o pomoc. Jak bardzo wstydzi się tego, że zmuszony został do żebrania.

Po chwili namysłu postanowiłem spełnić jego prośbę – przecież to raptem niecałe 2 zł, więc co mi szkodzi. Starszy Pan towarzyszył mi w dalszej podróży po sklepie umilając czas opowieściami ze swojego życia. „ Bo ja pracowałem tu i tu”, „Wie Pan bo ja przed wypłatą renty jestem, no i zabrakło pieniędzy, ale jak mi się uda działkę sprzedać, to od razu na prostą wyjdę… tylko z tą działką to taki kłopot, że i siostra ma do niej prawa, to najpierw się dogadać musimy, ale jak sprzedam to na prostą wyjdę”.

Zrozumiawszy ciężką sytuację życiową owego starszego jegomościa zaproponowałem:
– a może kupić Panu coś jeszcze?
– nie, nie naprawdę nie trzeba, tylko tą maślankę, bo ja tak lubię maślankę
– ale proszę się nie krępować
– nie, nie naprawdę nie trzeba
– no dobra to co Pan jeszcze lubi?
– eh.. ogórki, takie konserwowe..
– te mogą być?
– tak, ale naprawdę…

Przerwałem wkładając ogórki do koszyka. Przy kasie facet się zachwiał tłumacząc, że ma stwierdzone problemy z błędnikiem. Ludzie spojrzeli na niego szyderczo, a na mnie jak na naiwnego pacana.

Po wyjściu ze sklepu podałem maślankę i ogórki starszemu Panu, a ten dziękował mi jeszcze przez jakieś 10 minut co i rusz tłumacząc, że po prostu jeszcze nie dostał renty.

Wracałem do domu szczęśliwy.
Szaro-bure bloki były nagle jakby mniej szare, zieleń drzew zieleńsza, a niebo bardziej niebieskie. Byłem szczęśliwy, że komuś pomogłem. Nawet jeżeliby się okazało, że gość po prostu przechlał wszystko, a maślanka była mu potrzeba żeby wyleczyć kaca, to i tak nie zmienia faktu, że czułem się naprawdę dobrze i to fantastyczne uczucie towarzyszyło mi jeszcze kilka dni po tym zajściu.

Minęło kilka miesięcy.
W wyniku różnych zdarzeń znalazłem się w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej. Musiałem, się zapożyczać żeby starczyło na przysłowiowy chleb. Tego dnia byłem w rodzinnych stronach na warszawskim Mokotowie. Będąc w drodze do pracy na drugą zmianę pomyślałem, że wejdę do Mokpolu – na karcie kredytowej mam jeszcze jakieś 20 zł, kupię chleb, parę plasterków sera, trochę wędliny. Będę miał co zjeść w pracy, a i na parę dni na kolacje będzie.

Macie tak czasem, że widzicie kogoś na ulicy i od razu wiecie, czy jesteście w stanie się z daną osobą zaprzyjaźnić czy nie?
Czasem poznając kogoś od razu wiesz, czy go lubisz czy w jakiś sposób Ci nie pasuje. Np. poznając nową osobę w pracy od razu wyczuwasz, że z danym gościem jest coś nie tak, nie wiesz co, ale jakoś go nie trawisz lub odwrotnie od razu czujesz do kogoś sympatię.

Ja to nazywam wyczuwaniem aury.
Czujemy aurę drugiej osoby i mamy przeczucie czy nam odpowiada czy nie. Widząc kogoś pierwszy raz w życiu od razu wiem, czy jego aura mnie przyciąga czy odrzuca. Ergo czy z daną osobą byłbym w stanie stworzyć jakąś relację czy też nie.

I tak też właśnie wchodząc do Mokpolu i błądząc między alejkami zwróciłem uwagę na pewnego faceta.
Gość na oko w moim wieku, jak ja ma dłuższe włosy i do tego bluzę z motywem Venoma, która od razu rzuca się w oczy. Pierwszy raz go widzę, a czuje jakbym go znał. I bez żadnych podtekstów czuje, że mógłbym się z tą osobą zaprzyjaźnić – ot dobra aura.
Facet zniknął pomiędzy alejkami, a i ja wróciłem do swoich zakupów. Stoję przy kasie. Ekspedientka nabija zakupy, wyszło 19:50 zł uff zmieszczę się. Płacę kartą….odmowa….próbuję drugi raz… odmowa…

– wie Pani co, chyba jednak muszę coś odłożyć
Nagle za moim plecami słyszę głos:
– ile Panu brakuje?

Odwracam się i…. Widzę tego faceta, tego samego, na którego chwilę temu zwróciłem uwagę czując jego pozytywną aurę.
– z 10 zł – odpowiadam licząc moniaki w portfelu.
Facet wyciąga kasę:
– nie, naprawdę nie trzeba
– odda Pan przy okazji
– ale ja tu naprawdę bardzo rzadko bywam
Facet machnął ręką i dołożył mi się do zakupów. Podziękowałem i wyszedłem. O dziwo nie czułem zażenowania, ale jakąś dziwną radość, że ktoś wyciągnął do mnie pomocną dłoń w potrzebie.

Dopiero jakiś czas po tym zdarzeniu przypomniałem sobie sytuację z Panem od maślanki i zrozumiałem wtedy, że dobra karma też do Nas wraca.

Zwykle widzimy tylko to co złe, ponieważ zło wyzwala silniejsze emocje od dobra.
Dlatego tak ciężko dostrzec nam, że dobre uczynki do nas również wracają. Karmy nie należy się bać, należy żyć z nią w zgodzie. Ponieważ jest zawsze sprawiedliwa i choć niczym przysłowiowa oliwa jest nierychliwa, to i tak zawsze się odwdzięczy. I tylko od Was zależy w jaki sposób. Dlatego starajcie się być dobrymi ludźmi, bo dobro jakie dajecie prędzej czy później do was powróci 😉

Podpisano Pan Ten.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *