Książki kradnące czas i kubek z bezsensownym napisem.

Jesienny deszcz uderza o szyby.
Stuk, stuk, rytmiczny taniec kropli na parapecie,

Strużki wody spływają zawiłymi ścieżkami po szkle. Kot mrucząc ckliwie, bezceremonialnie ładuje się na moje kolana i domaga drapania. Poprawiam niebieski koc na nogach i miękką poduchę za głową.

Patrzę na świat coraz szybciej ciemniejący za oknem i powoli się uspokajam.
Jesień to moja pora roku, mój klimat, moje kolorowe liście, moje deszczowe wieczory i moja parasolka wywijająca fikołki na wietrze.
Może wynika to  z faktu, że stanowczo za dużo czasu poświęcam na przemyślenia, a taka pogoda jest idealną wymówką na siedzenie w domu.

Czekam tylko na pierwsze ciasto z dynią, soczysty gulasz, krupnik, zupę z soczewicy i przetwory paprykowe, tak mocno związane z jesiennym klimatem. Do tego zapas kiszonych ogórków ukradziony M podczas letniej wizyty na wsi i pestki z dyni z własnego pola do skubania przy książce.

 

Żółte domowe światło lampki koi mnie i utula,

Nie zapalam górnego światła, tylko lekki półmrok ma swój stonowany, przyjemny klimat.
Drapię kota za uchem i pod brodą, powoli zasypia na moich kolanach. Otwieram kolejną stronę mojej ukochanej fantastyki.
Ciepła herbata paruje w kubku wdzięczącym się aktualnie modnym napisem – be yourself. Nie wiem czemu go kupiłam, dzisiaj to hasło jest tak przereklamowane, że zupełnie straciło na znaczeniu.

Pochłaniam opowieść w norweskim klimacie,

1559 rok a w nim chłopak z XXI wieku, nauczyciel informatyki, i szlachcianka z XVIII wiecznego Lublina, przeniesieni w czasie po zagładzie Ziemi (podczas, której kosmiczny Nomad ukradł Bibliotekę Narodową a trójce bohaterów ofiarował życie w zamian za służbę).

Tajemnicza misja do wypełnienia, zlecona przez mechaniczną Łasicę.
Bohaterowie muszą odnaleźć Oko Jelenia, problem w tym, że nikt nie wie czym ono jest, ani gdzie się znajduje.

Idealnie opisany klimat czasów,
Średniowieczne slumsy, iskanie z wszy jako oznaka bliskości, mnóstwo czarnego poczucia humoru i zabawnych sytuacji wynikłych z rozwoju akcji ale i różnic czasowo- kulturowych pomiędzy samymi bohaterami i światem, w którym się znaleźli.
Wszystko napisane lekkim, żywym językiem bez zbędnych zawijasów i ozdobników.

Nie mogę opisać fabuły i zepsuć innym lektury. Oznajmię tylko w skrócie, że książka i wszystkie kolejne wydania serii Oko Jelenia (Andrzej Pilipiuk) pochłaniają mnie ostatnio totalnie i bez wyrzutów sumienia.
Spokojnie mogę zrzucić na kark lektury zarwane noce, ominięte posiłki i wyjścia ze znajomymi (dokładnie! nawet piątki spędzam notorycznie na lekturze kolejnych tomów!).

Godziny mijają niemiłosiernie szybko, czasu jest ewidentnie za mało. Już wiem, że znowu się nie wyśpię.

A Wy? jak spędzacie pierwsze jesienne wieczory?

7 Replies to “Książki kradnące czas i kubek z bezsensownym napisem.”

  1. Zacznijmy od tego, że nie pałam do jesieni takim uczuciem jak Ty Owszem, lubię gdy jest ciepła i słoneczna, ale przy deszczu i zimnie odechciewa mi się wsxystkiego A książki podsunę mężowi – on takie lubi

  2. Dla mnie jesień jest wspaniała, piękna, choć z pewnością nie każdemu pasuje jej deszczowa odsłona, jednak zmusza nas trochę do posiedzenia w domowym zaciszu, zacieśniania relacji z bliskimi, a także właśnie sięgania po serie czytelnicze. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *